Finlandia – nasz kamperowy pierwszy raz.

Skandynawia zawsze kojarzyła się nam z krainą odległą, bo znajdującą się prawie na czubku Ziemi, gdzie większą część roku jest ciągle ciemno a w lecie nie koniecznie może być gorąco. Tego lata postanowiliśmy więc to sprawdzić, aby wciąż nie tylko wodzić palcem po mapie lecz zobaczyć to na własne oczy. Na pierwszy skok do Skandynawii wybraliśmy Finlandię. Kraj, który większości kojarzy się ze Świętym Mikołajem i ciągnącymi jego sanie reniferami, fabryką telefonów Nokia oraz wódką Finlandia. Nasze pierwsze skojarzenia również były podobne, ale czy to tylko tyle?

Fot. Flaga

Wyprawę zaplanowaliśmy na początek lipca, ponieważ jest to stosunkowo najcieplejszy miesiąc w Finlandii, gdzie także rzeczą naturalną są tzw. białe noce, co na początku dla „ludzi z południa” może wydawać się dość dziwne, gdy nawet o 1 w nocy można podziwiać piękne zachody Słońca. Podróżowaliśmy campervanem Ford Transit Westfalia w składzie 3 osobowym, z małym 3 letnim chłopczykiem. Trasa podróży była wstępnie naniesiona na mapę tak, aby skupić się tylko na zwiedzaniu kraju docelowego a kraje nadbałtyckie szybko przejechać autostradą Via Baltica, co przy małym dziecku mogło okazać się dość trudne do zrealizowania. Jednak bez większych problemów ( usterka na Litwie – pękła tarcza hamulcowa w lewym przednim kole), mając po drodze krótkie postoje, najczęściej przy stacji benzynowej albo w pobliżu jakiegoś placu zabaw, udało nam się dojechać do Finlandii w niecałe dwa dni z jednym dłuższym noclegiem w Estonii tuż pod Tallinem. Następnego dnia z samego rana łapaliśmy w Tallinie prom do Helsinek ( cena dla naszego składu między 80 a 88 Euro, zależy od dnia tygodnia).

No to zaczynamy!

Zwiedzanie Finlandii od razu rozpoczęliśmy od zjeżdżenia prawej strony kraju, kierując się na północ mimo, że pierwszym miastem w jakim wylądowaliśmy była stolica kraju. Tą zostawiliśmy sobie na sam koniec, tak aby wcześniej zjechać jeszcze całe zachodnie wybrzeże Zatoki Botnickiej. Pierwsze wrażenia to przede wszystkim piękna, słoneczna pogoda, która tak naprawdę nie opuszczała nas do końca naszego pobytu w Finlandii. Co więcej było naprawdę gorąco, tak, że ciepłych ciuchów jakie zabraliśmy, typu polary ani razu nie użyliśmy a kurtki przeciwdeszczowe przydały się raz! Pierwszym miastem na naszej mapie było Porvoo, na wschód od Helsinek.

Fot. Porvoo

Tam urzekły nas małe, czerwone domki, które są nieodłącznym elementem krajobrazu całego kraju a także urocze wąskie uliczki. Po obejściu całej starówki i chwilowej przerwie na placu zabaw, który znajdował się w najstarszej części miasta Vanha Porvoo postanowiliśmy pojechać dalej, do niedalekiej Kotki. Tam udaliśmy się w stronę muzeum znajdującego się na lodołamaczu „Tarmo”, najstarszej jednostki tego typu na świecie. Zwiedzanie statku ( 4 Euro, dzieci do lat 7 bezpłatnie) było naprawdę fajnym doświadczeniem, po pierwsze bez tłumów ludzi przed nami i za nami, a po drugie udostępnione dla zwiedzających były wszystkie pomieszczenia łącznie z całą maszynownią, tak, że nawet można było sobie wszystkiego podotykać. W Kotce warty zobaczenia jest jeszcze ogród Sapokka ( bezpłatnie), wspaniały ogród na wodzie, labirynt ścieżek i mostków zatopionych w pięknej zieleni. Wieczorami urok miejsca podkreśla iluminacja. W tym miejscu na razie kończymy zwiedzanie południowego wybrzeża i udajemy się w region Pojezierza Fińskiego, co dla wielu osób jest esencją Finlandii. Tu naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że poza jeziorami nie ma nic więcej.

Savonlinna, miasto, które skusiło nas swoją największą atrakcją a mianowicie zamkiem Olavinlinna, to nasz następny przystanek w drodze do Laponii, krainy, która była w naszych głowach punktem obowiązkowym. Warownia z 1475 roku okazała się naprawdę warta zobaczenia wraz z sąsiadującym Muzeum Regionalnym oraz Muzeum Parowców (wszystko w cenie 9 Euro od osoby). Co do pięknych widoków to jadąc przez Pojezierze Fińskie zdarzały się drogi, które dzieliły jeziora niemal na pół. Tak na przykład droga przez esker Punkaharju była jedną z ładniejszych jakimi jeździliśmy.

Kolejnym naszym stopem była miejscowość Nurmes, która znana jest przede wszystkim za sprawą skansenu Bomba. Jego główną atrakcją jest Bomba Talo – duży drewniany dom w tradycyjnym stylu karelskim. Cały teren jest bezpłatny, gzie działają liczne domy gościnne, sklepy z pamiątkami, kawiarnie a także znajduje się plac zabaw, który nie sposób było ominąć. Tuż po zwiedzaniu tego miasteczka udaliśmy się do niedalekiego Kuhmo w poszukiwaniu parku tematycznego – wioski Kalevala. W przewodniku wyczytaliśmy parę fajnych rzeczy typu, że znajdują się tam chaty karelskie, wystawy etnograficzne a aktorzy w karelskich strojach odgrywają sceny związane z historią regionu jak również, że w połowie grudnia park przeistacza się w wioskę bożonarodzeniową. Gdy tam przyjechaliśmy ku naszemu zaskoczeniu park był nieczynny! Drążąc temat dowiedzieliśmy się, że park tak naprawdę działa tylko w zimie istotnie zamieniając się w ową wioskę bożonarodzeniową a przybywają tam raczej tylko zorganizowane grupy. Sugerowały to nawet plakaty ze Św. Mikołajem i kolorowe lampki rozwieszone przy wejściu do wioski. Jednak nie zraziło nas to i tak postanowiliśmy przespacerować się po reszcie terenu, który i tak wydawał się być dość duży. Mieści się tam boisko do gry w piłkę, bieżnia, strzelnica oraz tory do uprawiania biathlonu, a w lesie liczne ścieżki oraz bardzo małe chatki razem z dużym paleniskiem, które wyglądały na bardzo starą osadę.

I wreszcie Laponia!

Kuusamo a przede wszystkim Ruka to pierwsze miasta z którymi zetknęliśmy się w tym regionie. Ruka to jeden z najlepszych fińskich ośrodków narciarskich. Odbywają się tam liczne międzynarodowe imprezy m. in. zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Skoro się tam już znaleźliśmy koniecznie musieliśmy się wybrać na ową sławną skocznię Rukatunturi K120, na której skakał także Adam Małysz. Widok ze skoczni jest piękny na przecinające lasy jeziora. Tłumów ludzi w lecie tam nie ma a w pobliżu zeskoku spacerują sobie niczym się nieprzejmujące renifery. Tuż nie daleko dużej skoczni znajduje się druga, nieco mniejsza, na której można zobaczyć trenujących młodych skoczków. Co więcej pod samą skocznią można także za darmo przenocować bez żadnego problemu. Czas zapuścić się jeszcze bardziej w głąb Laponii. Mijamy miejscowość Kemijarvi, w której nie ma nic ciekawego, tam robimy małe zakupy i tankujemy samochód. Naszym celem jest dojechanie do Inari, jednego z najdalej wysuniętych na północ miasteczek w Finlandii. Droga między Kemijarvi a Ivalo, największej miejscowości w północnej Laponii, to droga przez lasy. Im bardziej na północ, drzewa, gdzie przeważają brzozy i sosny stają się coraz bardziej karłowate i zaczynają pojawiać się polany, których wcześniej nie obserwowaliśmy. Cały region wydaje się być nieskażony ingerencją człowieka. Kolorowe małe domki pojawiają się rzadko a często są schowane w lesie tak, że gdyby nie przydrożne pięknie ozdobione skrzynki na listy czy tez słupki z numerami domostw nie wiedzielibyśmy, że ktoś tam w ogóle mieszka. Główna droga prowadząca na północ jest dobrze utrzymana, boczne drogi od niej odchodzące przeważnie są szutrowe. Co nas tu urzekło to wszechobecne renifery!

Fot. Renifery

Jadąc często musieliśmy się zatrzymywać aby przepuścić leniwie spacerujące przez drogę całe ich stado. Co nam tu najbardziej przeszkadzało, to również wszechobecne komary i ogromne dziwne muchy, które jak tylko wysiadaliśmy z kampera rzucały się na nas i nie dało się ich w żaden sposób od siebie nawet na chwilę odpędzić. Nie pomagały też nasze polskie preparaty przeciw tym insektom. Po drodze czasem mijaliśmy lapońskie przydrożne knajpki, gdzie można było napić się kawy, zjeść coś co było przyrządzone na palenisku oraz zakupić pamiątki. Jeżdżąc przez Laponię zauważyliśmy jeszcze, że lasy często poprzecinane są trasami biegowymi i dla skuterów śnieżnych.

Docieramy do Inari. Sama droga między Inari a Ivalo jest chyba jedną z najpiękniejszych jakimi jechaliśmy. Wiedzie wzdłuż największego jeziora Laponii, Inarijarvi. Krajobraz w pięknym zachodzącym słońcu po prostu wydaje się być jak z bajki. Na miejscu robimy szybkie rozpoznanie terenu w obawie przed zagryzieniem przez komary i udajemy się na wymarzony obiad, gdzie daniem głównym ma być stek z renifera. Przepycha! Ku naszemu zdziwieniu, była to jedyna miejscowość w całej Finlandii, którą do tej pory zwiedziliśmy, gdzie przy każdym parkingu widniały tabliczki „ No camping”.

Następnego dnia przemieszczamy się do Muonio, które znajduje się we wschodniej części regionu tuż przy granicy ze Szwecją. W pobliżu tej miejscowości znajduje się mała tradycyjna wioska lapońska Torassieppi z XIX-wieczną zabudową i fermą reniferów. Niestety, tu znów zostajemy zaskoczeni tym, że wioska dla turystów na co dzień jest zamknięta i po rozmowie z właścicielem fermy dowiadujemy się, że otwierają ją tylko gdy mają zorganizowaną wycieczkę liczącą więcej osób. Cóż, pozostaje nam tylko porozglądać się w około, porobić parę zdjęć, zobaczyć przez płot renifera i ruszać dalej.

Dalej czyli do Św. Mikołaja!

Słynna linia Napapiiri oznaczająca linię koła podbiegunowego a zwłaszcza dla naszego synka Wioska Św. Mikołaja ( darmowa ) to kolejne „must be” w Finlandii. Na miejscu robimy sobie pamiątkowe „skoki” do koła podbiegunowego, które tak naprawę tego samego dnia już żegnamy, bo udajemy się w stronę morza. Sama wioska na pewno robi większe wrażenie zimą, kiedy po prostu przybrane choinki, domki oraz świąteczna muzyka z głośników robią wspaniały nastrój. Udajemy się do samego Św. Mikołaja aby uścisnąć mu dłoń i pociągnąć za brodę oraz wrzucić do skrzynki list z listą prezentów dla naszego małego podróżnika. Oczywiście zdjęcie ze Świętym też musi być! Zaliczamy jeszcze malutką „fermę” reniferów ( 5 Euro) znajdującą się na terenie wioski, gdzie można nakarmić zwierzaki, pogłaskać je oraz popytać o ich zwyczaje jak również zrobić sobie z nimi zdjęcie. Zatrzymujemy się jeszcze w Rovaniemi, które jednak nie robi na nas żadnego wrażenia poza pięknym i naprawdę wypasionym placem zabaw dla dzieci znajdującym się nie daleko bulwarów.

Bałtyckie klimaty.

Pogoda ciągle nam dopisuje a zbliżamy się już do morza więc postanawiamy poszukać fajnej plaży. W przewodniku rozpisują się o wspaniałym kurorcie w Kalajoki. Postanawiamy więc się tam zatrzymać i sprawdzić. Plaża okazuje się być rzeczywiście wielką lecz mając w pamięci śródziemnomorskie kurorty, ten takiego raczej nie przypomina. I dobrze! Nad plażą górują może ze trzy niewielkie hotele, w jednym nawet słychać głośna muzykę spod parasolek. Było trochę ludzi, która jak na Finlandię i tak wydaje się nam dość spora a w oddali widzimy kemping zawalony wielkimi kamperami. Plaża piaszczysta, morze dość ciepłe to też mimo, że zbliża się już wieczór postanawiamy wszyscy wskoczyć na chwilę do wody.

Kolejną rzeczą, którą chcieliśmy zobaczyć to najdłuższy most w całej Finlandii – Replot. Znajduje się nie daleko Vaasy i łączy niewielki archipelag ze stałym lądem. Tuż przed mostem, jadąc od strony miasta znajduje się przepiękny parking z wielką wiatą, grillem ( przygotowane drewno na opał), stolikami, WC, placem zabaw i wreszcie z niewielką osłoniętą plażą. Zostajemy tam na cały dzień i odpoczywamy a wieczorem jedziemy pospacerować po Vaasie. W okolicach tego miasta znajduje się ponoć Soderfjarden, ogromny krater o szerokości ok. 6 km i głębokości 50 m. Jednak mimo tak ogromnych rozmiarów niestety nie udaje się nam go znaleźć.

Postanawiamy zapuścić się też na chwilę w centrum kraju i jedziemy do Tampere. Tam trochę psuje się nam pogoda i zwiedzamy miasto w chmurach. Omijamy słynny Park Rozrywki Sarkanniemi a spacerując przez centrum podziwiamy tamtejszą architekturę. Miasto robi na nas wrażenie dość industrialnego, ponieważ przewija się tam dużo budynków o charakterze fabrycznym, gdzieniegdzie widać czerwone ceglane kominy.

Wracamy na plażę! Ponieważ bardziej cieszy nas widok morza niż miasta szybko udajemy się do Yyteri, terenów rekreacyjnych nie daleko Pori. Tu na plaży zachwycają nas widokiem ogromne wydmy z piasku. Jest tak pięknie, że spędzamy tam wieczór i cały kolejny dzień. Wreszcie pełen relaks.

Następną atrakcją jest Rauma, trzecie pod względem wieku miasto w Finlandii, gdzie główną atrakcją jest wspaniała starówka wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Jest to największy w krajach nordyckich zespół urbanistyczny z drewniana zabudową składająca się z ponad 600 domów. Miasteczko zwiedzamy szybko, bo w deszczu. Mimo iż jest ono zabytkowe próżno szukać tam wielu turystów.

Wreszcie docieramy do najstarszego miasta w Finlandii oraz pierwszej jej stolicy – Turku. To miasto spośród wszystkich najbardziej nam się spodobało. Tu zwiedzamy największy zamek w kraju, który okazuje się naprawdę wielki i oferuje naprawdę pokaźne zbiory muzealne. Zaraz potem ruszamy na przystań by podziwiać wielkie i piękne trójmasztowce należące do Muzeum Morskiego Forum Marinum. Odwiedzamy też skansen Luostarinmaki, który zwiedzamy w ekspresowym tempie, ponieważ okazuje się, że jest on otwarty tylko do 18h a my przybywamy tam 17.45h. Tak naprawdę na dokładne zwiedzanie tego miasta można poświęcić spokojnie dwa dni. Nas jednak trochę goni czas a przed nami jeszcze Helsinki i wyspa Suomenlinna.

I wreszcie koło się zamyka.

Docieramy znów do Helsinek i tu też kończymy naszą przygodę z Finlandią. Miasto to wydaje nam się dość różnić od innych miast tego kraju. Po pierwsze widać tu ogromną wielokulturowość wśród ludzi chodzących po ulicach, pojawiają się też liczni żebracy, których ciężko było spotkać w innych częściach kraju oraz równie liczni pijacy. Miasto przypomina zachodnie metropolie choć próżno tu szukać ogromnych biurowców. Co nas jeszcze uderzyło to to, że jest tu dość brudno. Tak czy inaczej pokrótce przespacerowaliśmy się po centrum, kierując się w stronę Kauppatorii, gdyż stamtąd odpływają promy na wyspę Suomenlinna. Kupujemy bilety ( 7 Euro od osoby w dwie strony) i płyniemy ( ok. 20min ).

Suomenlinna – Twierdza Finlandii – to jedna z największych fortec morskich na świecie, często nazywana Gibraltarem Północy, a wznosi się na kilku położonych blisko siebie wysepkach. Zabytek został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Wyspa jest częściowo zamieszkała przez ludzi, znajdują się tam poczta, sklep, restauracje itp. Twierdza jest także ulubionym miejscem pikników mieszkańców stolicy. My spacerujemy po terenie fortecy, chwilę odpoczywamy a jako, że jedną z największych tutejszych atrakcji jest okręt podwodny „ Vesikko” ( wstęp 5 Euro), który uczestniczył w działaniach bojowych podczas II Wojny Światowej postanawiamy dokładnie mu się przyjrzeć.

Tego samego wieczora odpływamy ostatnim promem do Tallina i rozpoczynamy powrót do naszego Krakowa. Sama droga idzie nam bardzo ładnie, nocujemy na Łotwie przy plaży, gdzie liczymy, że rano uda nam się jeszcze wskoczyć po raz ostatni do morza. Niestety, aż tak ciepło na morską kąpiel nie było to też postanawiamy jechać dalej. Cały powrót był porównywalny do czasu przyjazdu.

Fot. Widok z promu

Kamperowo.

W czasie 14 dni zrobiliśmy niespełna 6500 km. Dzięki pięknej pogodzie przez cały nasz pobyt w Finlandii udało nam się zawsze nocować na dziko bez konieczności zjeżdżania na kempingi, których naprawdę tam nie brakowało. Wszystkie parkingi, czasem z WC są dobrze oznaczone,a przy każdym mieście czy też większej atrakcji działają duże kempingi. W Laponii również nie brakowało takich miejsc. Finlandia z naszych obserwacji jest krajem bardzo przyjaznym kamperowaniu, świadczy o tym już sama ilość poruszających się po drodze tychże pojazdów, które są tam ogromne. Również przed domami często można zaobserwować stojące kampery. Co nas tylko ciągle zastanawiało to to czy Finowie aby na pewno używają ich do kamperowania czy bardziej do jazdy na ryby. Na większości stacji benzynowych są punkty gdzie można dolać czystej wody i opróżnić ubikację. My kamperując w Finlandii „na dziko” nie baliśmy się, często również spotykaliśmy inne załogi, które również w ten sposób nocowały. Jako, że kraj ten jest częściej zasypany śniegiem i panują bardzo niskie temperatury, przy większości miejskich parkingów znajdują się gniazdka na 230V. Czasem gdy były otwarte korzystaliśmy do ładowania akumulatora w aparacie. Bezprzewodowy darmowy internet można było złapać prawie wszędzie w większym mieście. Parkingi w miastach często były bezpłatne, czasem zdarzały się miejsca gdzie np. godzina lub dwie były darmowe potem trzeba było zapłacić. Nam jednak zawsze udawało się znaleźć bezpłatne miejsce na postój blisko centrum bez większego kombinowania.

Fot. Nasza trasa

Na tym nie poprzestajemy, w naszych głowach rodzą się już kolejne kamperowe pomysły…

, , , , , ,

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu