Po sobotnim wypadzie do przygranicznych Niemiec czas na coś spokojniejszego i w niedalekiej okolicy. O Lucernie myśleliśmy już od dawna, ponieważ po pierwsze, wszyscy nam ją zachwalali a po drugie znajduje się niedaleko od nas. Choć do miast nie jeździmy zwykle zbyt chętnie, to teraz już na pewno wiemy, że Lucernę odwiedzimy jeszcze nie jeden raz!

A dlaczego? Bo jest po prostu mega urocza, wydaje się być dość spokojna a i klimat jaki w niej zastaliśmy, przypominał nam iście nadmorskie miejscowości. Jednym słowem dla nas bomba!

Jezioro czterech Kantonów

fot. Jezioro czterech Kantonów

Przy śniadaniu wcale się nie spieszymy, bo w planach mamy bardzo powierzchowne zwiedzanie, a raczej właściwie spacer po mieście. Do Lucerny dojeżdżamy późnym przedpołudniem. Parkujemy auto na jednym z dużych parkingów, z którego do ścisłego centrum jest już tylko do przejścia parę uliczek.

Po drodze mijamy lwi pomnik ku chwale szwajcarskich gwardzistów, wykuty w piaskowcu. Czaro wrzuca pieniążka z życzeniem do stawu znajdującego się tuż pod nim. Gdy tylko przybywa kolejna azjatycka wycieczka, szybko ruszamy w następne miejsce.

Dochodzimy do Jeziora czterech Kantonów  i jesteśmy wprost zauroczeni. Czujemy się tutaj tak wakacyjnie! Spacerujemy promenadą, na której jeszcze nie zeszły się tłumy. Mijamy barki przycumowane do brzegu, które zapraszają na swój pokład. Czarek cały czas podkreśla, że miejsce to przypomina mu rodzimy Kraków.

Promenada w Lucernie

fot. Promenada w Lucernie

Następnie kierujemy się w stronę sztandarowej atrakcji Lucerny, drewnianego mostu Kapellbrücke ( Most Kapliczny). Jest to jednocześnie najsłynniejszy i najstarszy drewniany most w Europie. Przeżywszy wiele historii stoi na rzece Reuss nieprzerwanie od 1333 roku. Rzeczywiście prezentuje się bardzo okazale. Liczy około 200 metrów długości i w kolejnym rankingu jest drugim co do wielkości, drewnianym mostem w Europie, zaraz po moście w niemieckim Ronnenbergu. Niewątpliwie więc miasto ma się czym pochwalić.

Kapellbrücke

fot. Kapellbrücke

Dalej postanawiamy zboczyć trochę od centrum do pobliskiego parku, przy którym powinna znajdować się miejska plaża. I tu znowu jesteśmy zachwyceni! Mnóstwo zieleni, możliwość swobodnego piknikowania i grillowania na trawie i plaża, właśnie taka jakiej od dawna szukaliśmy! Właśnie w tym momencie żałujemy, ze nie zabraliśmy ze sobą strojów kąpielowych i ręczników… ale to wcale nie przeszkadza Czarkowi, który i tak testuje nowe kąpielisko. Cudownie. Już wiemy, że na pewno jeszcze się tutaj pojawimy.

Jezioro czterech Kantonów

fot. Jezioro czterech Kantonów

W drodze powrotnej zatrzymujemy się obowiązkowo na włoskie lody przy głównym deptaku i siedząc na murku podziwiamy pojawiające się coraz wyraźniej przed nami szczyty gór. A no i karmimy łabędzie, resztkami znalezionymi w śniadaniówce Czarka.

, ,

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu