Gruzja kamperem

Kierunek – Gruzja!

Po drodze do przejścia granicznego  z  Ukrainą odwiedziliśmy Lublin. Skansen, Stare  Miasto  i zamek. W niedzielę ruszyliśmy na granicę. Poszło gładko tylko 45 min a gdyby nie skuter przez nas wieziony byłoby jeszcze szybciej . Droga z Dorohuska prosta, nawierzchnia dobra i bez niespodzianek.

Pierwszy postój. Miejscowość Sarny na parkingu strzeżonym .Opłata 15hr (1hr=0,45zl)  tj.6,75 zł.  Dostępna toaleta, prysznic -  20 hr. W restauracji jemy smaczną solankę (gęsta zupa z warzyw, mięsa z cytryną i oliwką). Kiedyś jedliśmy taką w Chocimiu ale była to raczej wodzianka. Do Kijowa droga prosta i gładka. Przejeżdżamy Kijów i nocujemy na stacji benzynowej za Krasnochradem. Rano dalej w kierunku Doniecka. Na trasie między Pietropawłowskiem a Donieckiem około 60 km mocno połatanej drogi ale dużych dziur nie ma. Prędkość nie większa niż 45 km/h. Wokół Doniecka dużo olbrzymich hałd. Jedziemy w kierunku Mariampola. Widać tu olbrzymie kombinaty hutnicze. Jedziemy szukać  noclegu nad morzem Azowskim. Wjeżdżamy do wsi i rozglądamy się za miejscem na postój. Podjeżdża do nas  Łada.  Faceci mówią żebyśmy pojechali za nimi a pokażą nam gdzie możemy się zatrzymać .Droga okropna, po łąkach i mokradłach. W pewnym miejscu krótki ale stromy podjazd. Nie daję rady. Cofnąć nie można bo platforma od skutera wbija się w ziemię. Gaz do dechy i naprzód. Udaje się ale sprzęgło przypalone, śmierdzi okropnie. Ukraińcy mówią żeby jechać dalej bo droga „haroszaja”. Przed nami duża kałuża . Głębokość nieznana . Zatrzymujemy się. Ukraińcy pokazują gdzie mamy pojechać i odjeżdżają. Idę w tym kierunku . Przejazd  tędy jest niemożliwy, nawet dla aut 4×4 . Do miejsca, które nam wskazali jest dojazd z innej strony drogą asfaltową . Podejrzewamy nieczyste intencje i dlatego oddalamy się z tego miejsca. Kilka kilometrów dalej wjeżdżamy na tyły ośrodka wypoczynkowego i parkujemy przy samej plaży. Wieczór spędzamy przy piwie z dwoma górnikami z Doniecka.

Wjeżdżamy do Rosji.

Na granicy wszystko Idze dosyć sprawnie. Wypełniamy dwie deklaracje (na auto i skuter). Pomaga nam w tym pani w okienku za 100 rubli (11 zł). Teraz trzeba się trochę spieszyć bo na przejazd do Gruzji mamy tylko 2 dni. Na szczęście drogi są wyśmienite. Równiutko i na długich odcinkach dwupasmowe. W Rostowie nad Donem duże korki. Na noc stajemy na parkingu przy drodze. Długo rozmawiamy z Ormianinem jadącym z Armenii na Litwę po samochody. Parking w nocy jest strzeżony i kosztuje 100 rub (11 zł) . Sasza , który tam rządzi nie bierze od nas nic. Jedziemy do Władykaukazu. Od Piatiogorska zaczyna się zdecydowanie większy ruch na drogach. Wiele miejscowości po drodze a w nich korki. Prędkość podróżna zdecydowanie spada. Przy wjeździe do Osetji Północnej kontrola paszportowa. Pokazują zdjęcia naszego auta i mówią że trzeba zapłacić „sztraf ” bo podobno na 418 km przejechałem linię ciągłą. Straszą że zabiorą prawo jazdy i chcą 5000 rub. Daję im 1000 ale zauważył że mam więcej i wyciągnął ode mnie 2000. Zaraz za nami zatrzymują następnych Polaków i śpiewka jest taka sama. Oni uprzedzeni przez nas żeby nie pokazywać kasy płacą 1200. Dalej zatrzymuje nas policjant ale chce tylko obejrzeć kampera. Nawet nie sprawdza dokumentów. Władykałkaz. Parkujemy na przy osiedlowym parkingu strzeżonym za 60 rub.(6,6zł) Jest wifi z restauracji Troja za płotem. Niestety jest pochmurno i nie widać gór.

Opuszczamy Rosję.  Wszyscy się strasznie przepychają. Jeśli zostawisz pół metra wolnego miejsca  to zajadą drogę i trąbią że ich nie wpuszczasz. Granica ogrodzona ,szlaban. Wjeżdża  po kilka aut. Mamy wyznaczoną godzinę do której mamy się stawić na granicy. Nie wiadomo czy będzie gdy się spóźnimy. Udaje się wjechać na kilka minut przed upływem czasu ale wydaje się że na to nie zwracają uwagi. Kontrola dosyć szczegółowa. Zaglądanie do wszystkich szafek i pies wąchający wewnątrz kampera.

Za granicą wjeżdżamy na tzw. pas ziemi niczyjej. Około 2 km . Przejechać się nie da.  Po lewej Tiry, osobówki a jeszcze obok pchają się wszyscy, że mało jeden na drugiego nie wjedzie. Przy tym są miejsca gdzie górą wystają skały i jest wąsko. Zablokowane! Nikt nie chce ruszyć z miejsca. Trochę nam kierowcy pomagają. Przepychamy się na centymetry obrysówkami zawadzając słupki. Trwa to długo i jest dosyć nerwowo. Ten odcinek to ziemia rzeczywiście niczyja. Są dwa tunele gdzie się jedzie max 10 km/h bo dziury takie że całe koło wpada.

Granica Gruzińska.

Szybko i sprawnie . Dokumenty , krótka kontrola celna . Jest budka w której można wymieniamy walutę . 1 GEL (lari) to niecałe 2 zł.  Tuż za granicą po lewej stronie stoi nowo wybudowany różowy kościół Archaniołów a powyżej zabudowania klasztorne .Mnisi tną wielkie głazy i rozbudowują obiekt. Zatrzymujemy się i już odprężeni podziwiamy po raz pierwszy wielkie góry Kaukazu. Dalej jedziemy wąwozem Darialskim, na dnie którego płynie rzeka Terek. Zatrzymujemy się co chwilę podziwiając ponad 1000 metrowe ściany wąwozu.

Wjeżdżamy do Kazbegu (teraz to Stepancminda). Niewielka, zaniedbana miejscowość,  z której wychodzą wyprawy na górę Kazbeg (5033 m npm.).

Na wysokości 2170 m npm. znajduje się malowniczo położona świątynia Cminda Sameba (Trójcy Świętej XIV w). Można tam wejść lub wjechać samochodem za około 50 lari. Droga stroma ,wyboista ,miejscami glina . Wybieramy się tam skuterem. Po drodze ostrzegają nas że nie mamy szans. Podczas podjazdu mamy dwa momenty zwątpienia ,jedną wywrotkę i już jesteśmy na górze. Kto tam był to wie że nie było to łatwe. Zostawiamy skuter i idziemy do świątyni a w tym czasie cała wycieczka robi sobie na nim zdjęcia. Na dole moment odprężenia , kamień – guma, to chyba koniec marzeń o zwiedzaniu skuterem.

Po południu podjeżdża do nas VW T2 a w nim Piotrek i dwie dziewczyny Krysia i Agnieszka. Próbowali podjechać do świątyni co skończyło się przypalonym sprzęgłem. Następnego  dnia nie mogą odpalić auta. Po wielu próbach kończy się to lawetą . Dwoje jedzie lawetą a jedna dziewczyna z nami pod wskazany przez Gruzina adres. Jedziemy tzw „Drogą Wojenną”. Na dosyć długim odcinku brak asfaltu a droga w budowie przy jednocześnie odbywającym się ruchu. Trochę jesteśmy przerażeni kiedy koparka łychą pełną kamieni wywija nad naszymi głowami. Ta podróż to około 150 km. Od Kazbegu do Tibilisi nie ma żadnego warsztatu. Na miejscu pomimo że to niedziela naprawili im auto.

Następnego dnia rozmawiam z Giorgjem o skuterze (obok jego domu stoimy) . Woła syna i jedziemy szukać dętki. Trwa to około 4 godzin (60 km autem i około 5 km pieszo). Tutaj skutery są mało popularne. Udaje się kupić używaną bo innej nigdzie nie było. Pytam o koszty. Nie ma mowy aby chcieli wziąć”dzięgi”. Staramy się odwdzięczyć w inny sposób.

Po południu marszrutką jedziemy do centrum. Koszt 0.8 lari niezależnie jak daleko się  jedzie. Stare Tibilisi to mieszanka nowoczesnych budowli i stojących obok starych rozwalających się ruder. W pejzażu miasta wyróżnia się pałac prezydencki i cerkiew ,katedra Cminda Sameba (Św.Trójcy} położona na wzgórzu ze złotą kopułą widoczną prawie z każdego miejsca w mieście. Największa poza Rosją cerkiew prawosławna.

Po przeciwnej stronie rzeki nad miastem czuwa pomnik Matki Gruzji i twierdza Narikala. Wjeżdżamy tam kolejką linową. Potem spacer po starych uliczkach i powrót marszrutką na kolację do Giorgija.

Serdeczność i gościnność.

Giorgija nas trochę zaskakuje. Przecież wcale się nie znamy! Zapytałem go tylko gdzie mogę dostać dętkę do skutera!  Rozebrał i złożył motor zakładając z wielkim trudem zdobytą  dętkę. Zaprosił na kolację zakrapianą alkoholem z tradycyjnymi toastami i gruzińskimi daniami. Rano przyniósł gorące haczapuri. Mamy zaproszenie aby odwiedzić go w powrotnej drodze.

Wyjazd z Tibilisi troszeczkę jest utrudniony. Nie mamy gps na Gruzję ,planu miasta też nie. Oznakowanie fatalne i specyficzny sposób poruszania się tutejszych kierowców sprawia pewne problemy. Zmieniają pasy rzadko używając kierunkowskazów za to często klaksonu i to w momencie gdy są już równo z wyprzedzanym pojazdem. Wciskają się na centymetry.  W wielu miejscach pasów nie ma i tutaj jeżdżą we wszystkie strony pakując się na czwartego a i na piątego. Pieszy na pasach nic nie znaczy. Jego problem jak uda mu się przejść pomiędzy samochodami. Piesi również przechodzą tam gdzie im wygodnie. Podczas poszukiwania dętki przechodziliśmy przez 6-cio pasmową jezdnię. Przeżycia ekstremalne. Raz trzeba wciągnąć brzuch a raz tyłek żeby nie być potrąconym. Po półtorej godzinie udaje się wydostać na trasę w kierunku Poti.  Droga dobra, na długim odcinku jak autostrada. Około 30 km od Tibilisi w pobliżu granicy z Osetią Południową widać kilka tysięcy niedużych domków z ogródkami . Ula (moja żona) mówi :- ”Zobacz jakie mają eleganckie ogródki działkowe”. Okazało się że jest to osiedle wybudowane przez państwo dla przesiedleńców z Osetii. Osiedle położone jest w szczerym polu.

Po drodze przejeżdżamy przez wieś Surami opisaną w przewodniku jako uzdrowisko .Przejechaliśmy całą i uzdrowiska ani śladu natomiast są ruiny zakładów przemysłowych i stara twierdza . Okolica jest znana z wypieku słodkich bułek w kształcie ucha nazywanych nazuki , które wypieka się w podobnych piecach jak chleb tylko jeszcze bardziej prymitywnych. Przy drodze stoją setki małych budek-komórek a w każdej wypiekają bułki nazuki. Jadąc dalej przejeżdżamy przez Gori gdzie urodził się Stalin. Jednak nie odwiedzamy muzeum po największym mordercy wszechczasów. Po drodze wyprzedza nas orszak weselny. Kilkanaście samochodów ścigających się całą szerokością drogi łącznie z  poboczami i chodnikami. Niewiele brakowało a przejechaliby pieszego i zderzyli się  czołowo z ciężarówką ,która jako większa nie ustąpiła im drogi. Inne auta zwiewały przed wariatami gdzie się dało.

Na noc zatrzymujemy się w miejscowości Senaki ,gdzie spotykamy się z zainteresowaniem policji. Mówią że będą nas pilnować a później przekażą następnej zmianie tak że nie mamy się czego obawiać. Ludzie nastawieni przyjaźnie. Gdy w sklepie pytaliśmy o czerwone wino to jeden z klientów przyniósł swoje domowe i nam podarował.

Rano wyruszamy do Mesti

stolicy Swaneti. Od miasta Zugdidi do Mesti jedziemy 130 km niezwykle malowniczą drogą wzdłuż rzeki Inguri . Na rzece wybudowano zaporę o wysokości 272 m. co stawia ją na drugim miejscu na świecie wśród betonowych zapór rzecznych. Zaczęto ją budować w 1961 r. jeszcze za Chruszczowa a zakończono dopiero w 1987 r. Niechlujne wykonanie spowodowało groźbę katastrofy. Gruzja dostała fundusze i teraz zapora jest zabezpieczona. Jednak elektrownia jest położona poza zaporą na terytorium Abchazji ,która zarządzanie przekazała rosyjskiej spółce. Obecnie Gruzja otrzymuje 60% energii. Mieszkańcy Swaneti nie płacą za energię jeśli nie prowadzą biznesu. Elektrownia pokrywa około 30% zapotrzebowania Gruzji na energię.

Rzeka Inguri. Długość-213 km. Zaczyna się w Gruzji kilkoma spływami z lodowców Pasma Głównego Wielkiego Kaukazu. W biegu górnym płynie przez Swanetię, w biegu dolnym zaś przez Nizinę Kolchidzką. W biegu dolnym stanowi granicę pomiędzy gruzińskim regionem Megrelia i Górna Swanetia a separatystyczną Abchazją. Uchodzi do Morza Czarnego
W rzece od stycznia do maja pasjonaci wypłukują złoto. Później poziom wody się podnosi i jest to niemożliwe ze względu na niezwykle silny nurt. Dawniej wypłukiwano złoto za pomocą baranich skór w których osadzał się złoty piasek. Stąd „Złote Runo” po które do Kolchidy wybrał się Jazon i Argonauci.

Mestia to stolica Swaneti. Jest to niewielka miejscowość licząca około 7 tyś .mieszkańców wraz z okolicznymi osadami. Sama, niecałą połowę. Pięknie położona wśród wielkich gór wysokiego Kaukazu. Region przez stulecia trudno dostępny zachował swoją odrębność. Pierwsza droga została zbudowana w latach 30-tych XXw. Asfalt położono niespełna 10 lat temu. Słynie z mieszkalnych wież obronnych, które zapewniały bezpieczeństwo klanom przed zemstą rodową. Podobne widziałem w Grecji na Peloponezie. Mestia razem z obszarem Górnej Swanetii wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Tutaj zatrzymaliśmy się u ludzi którzy mieli za tydzień otworzyć kemping . Następnego dnia wybraliśmy się na Lodowiec Czaladi. Z głównego placu w Mesti do mostku linowego gdzie jest posterunek pograniczników jest 8 km wzdłuż rzeki po płaskim terenie, pokonaliśmy go  na skuterze przejeżdżając przez kilka rwących potoków. Dobrze że przy mostku linowym spotkaliśmy żołnierza, bo nie wiedzieliśmy że aby  dostać się na szlak trzeba przejść przez płotek po opartej o niego drabince . Następnie szlakiem do czoła lodowca jeszcze około 2 km. Super widoki. Warto było odbyć taką wycieczkę!

Po powrocie z lodowca robimy rekonesans drogą w stronę Użguli. Docieramy do miejsca gdzie trzeba przejechać przez rzekę. Dla Kamaza to pikuś ale dla skutera to wyzwanie. Próbujemy podjechać ostro pod górę po kamieniach . Niestety nie udało się…

Ula skręciła nogę.

Wracamy do kampera. Noga mocno puchnie. Jedziemy do szpitala.

cdn.

 

 

Opracowanie: Caravaning World

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Podkarpacie na weekend.

A czemu by tak nie wyskoczyć gdzieś na weekend? Skamieniałe Miasto, Karpacka Troja, Zamek Kamieniec, Pacanów i Solec Zdrój to nasz cel…

Domek na kołach w prawdziwie rosyjskim wydaniu

Nie jestem przekonany, czy można go nazwać kolejnym camperem. Ten samochód naprawdę w 100% wypełnia definicję „domu na kołach”.

Informacja prasowa: Kufer do transportu rowerów z serii RoundTrip

Nowy kufer jest wykonany z odpornego na uszkodzenia nylonu wzmocnionego techniką ripstop, zaś w środku wykończony jest solidnym…

Mercedes-Benz Zetros 2733 – dom, który wjedzie wszędzie

Mercedes-Benz Zetros to model z rodziny użytkowych Mercedesów, który łączy cechy terenowego Unimoga i szosowych Actrosów.

Kamper marzeń – zrób to sam

Platforma to MAN FAE 8.136 – ponieważ był to wóz strażacki, miał specjalne samopoziomujące zawieszenie nadbudowy

Informacja prasowa: Bagażnik Thule VeloCompact 926

Dzięki zastosowaniu mechanizmu samostabilizującego, niewielkim gabarytom całego bagażnika i zwiększonej ładowności…

Używany kamper

Kupuj z ostrożnością nagiego mężczyzny przechodzącego przez płot z drutu kolczastego… Śmieszne? Ten się jednak śmieje, kto śmieje się ostatni…

Informacja prasowa: Thule Trail – nowy koncept dachowego kosza bagażowego

Firma Thule zaprezentowała właśnie nowy kosz bagażowy segment premium: Thule Trail. Nowy kosz nie tylko wygląda znakomicie na aucie…

Stara przyczepa kempingowa genialnie przerobiona na salon fryzjerski

W kilka tygodni, przy użyciu farby, desek i wielkiej ilości kreatywności i zaangażowania powstał naprawdę imponujący salon fryzjerski…

Artykuł z archiwum: Volkswagen LT-35 „Hehn” / Nasz test

Podobno dobre jest tylko stare wino i skrzypce. A kamper rocznik 1985 na podwoziu Volkswagena LT-35 z zabudową firmy Hehn?

REMUS FAMILY

85-862 Bydgoszcz, ul. Bogdana Raczkowskiego 11 (woj. kujawsko-pomorskie)
kom. 509 747 904

j.remus@interia.pl

http://remusfamily.pl/

Serce Węgier – Środkowa Kraina Naddunajska

Najpiękniejszym klejnotem tej korony jest Zakole Dunaju a w nim Esztergom, kolebka państwa węgierskiego i chrześcijaństwa na Węgrzech.

Finlandia – nasz kamperowy pierwszy raz.

Skandynawia zawsze kojarzyła się nam z krainą odległą, bo znajdującą się prawie na czubku Ziemi, gdzie większą część roku jest ciągle ciemno a w lecie nie koniecznie może być gorąco.

Kamperowe Miejscówki w Polsce – FREE lub prawie

Na mapie zaznaczone są sprawdzone miejsca do biwakowania za darmo lub prawie za darmo . Najedź na konkretne miejsce a odnośnik przekieruje Ciebie do spisu z wiadomościami…

Galeria: Finlandia

Facebook

Like this

Share This

Szukaj

Patronat


Apel o otwarcie pieszych przejść granicznych z Ukrainą


Książka o rodzinnej wyprawie camperem: "Kudłacze w podróży. Włochy na trzy collie"


Interaktywna mapa przyszłych wydarzeń w Polsce

camper malopolska
Małopolskim Koralem przez Europę

Współpraca

noclegi Szczawnica, pokoje Szczawnica, apartamenty Szczawnica

noclegi Szczawnica, pokoje Szczawnica, apartamenty Szczawnica
Bezpłatna baza noclegów

Newsletter